Nieruchomości - krajobraz po boomie
2010-12-21
Szaleństwo na rynku mieszkaniowym i galopujące w dwucyfrowym tempie ceny już za nami. Ostatnie 12 miesięcy to czas spokoju. Podobnie ma być w przyszłym roku.
Po boomie z 2006 roku pozostało już tylko wspomnienie. Teraz nadszedł czas zdecydowanie bardziej korzystny dla kupujących. W 2007 roku nie było mowy o powtórce z rozrywki z 2006 roku i sięgających nawet 75 proc. wzrostach cen mieszkań w największych polskich miastach.
Powód - mieszkania stały się tak drogie, że zdecydowanie zmalała liczba osób, mogących pozwolić sobie na zakup własnego M. Swoje trzy grosze dorzuciła też Rada Polityki Pieniężnej.
Kolejne podwyżki stóp procentowych i idący za tym wzrost oprocentowania kredytów - połączony z bardziej rygorystycznymi wymogami dotyczącymi zdolności kredytowej - sprawiły, ze wiele osób odłożyło decyzję o zakupie mieszkania do czasu poprawienia swojej sytuacji finansowej.
Zdaniem analityków na wyhamowanie wzrostów wpływ miało także zwiększenie podaży mieszkań nowych oraz ograniczenie liczby zakupów inwestycyjnych przez instytucje finansowe i inwestorów prywatnych.
Nie bez znaczenia pozostaje czynnik psychologiczny. Informacje o stabilizacji cen i możliwych spadkach skłaniają do odłożenia decyzji o zakupie, a przez to ograniczają popyt. Jest on jednak jedynie przesunięty w czasie ,,powróci na rynek"
Jednak zdaniem ekspertów na głębszą korektę nie ma co liczyć i ceny wciąż będą rosły. Przyczyna jest prozaiczna, pomimo znaczącego wzrostu liczby realizowanych inwestycji w największych miastach, mieszkań wciąż jest zdecydowanie za mało.
